PUBLICZNA KOLEKCJA SZTUKI MIASTA WARSZAWY

Projekt Fundacji Bęc Zmiana

08. Mikołaj Iwański // Dojrzewanie miasta-kolekcjonera

„Podatnik, czy urzędnik, który łoży na sztukę, chce wiedzieć, na co wydaje pieniądze. Dlatego pyta – „co to jest sztuka?”. Słysząc – „malarstwo, rzeźba, poezja, teatr etc.”, poprzestaje, usatysfakcjonowany. Chce on lokować kapitał w pewny interes, najlepiej w arcydzieła, wznosząc gorliwie gmach sztuki, który ze sztuką nie ma wiele wspólnego[1].

Rynek sztuki jest strukturą niejednorodną – to właściwie złożony układ konfiguracji, często zupełnie nieprzystawalnych. Poddaje się jednak pewnym porządkującym formalizacjom, gdyż występujące na nim zjawiska są porównywalne, mimo że fizyczni kolekcjonerzy miewają różne motywacje i oczekiwania wobec sztuki.

Jeśli potraktujemy miasto jako kolekcjonera, otworzy się przed nami pole ciekawych odniesień z zakresu ekonomii. Jak wiadomo, na rynku sztuki podaż znacznie przewyższa popyt. W takich warunkach miasto często przyjmuje pozycję rynkowego monopsonu lub oligopsonu (odwrotność monopolu i odpowiednio oligopolu), występując jako jedyny lub jeden z kilku nabywców przy nieproporcjonalnie dużej podaży. Podobny układ rynkowy obserwować można m.in. przy kontraktowaniu dostaw do dużych sieci handlowych.

Zastanawiając się nad obecnością sztuki w mieście, łatwo zauważyć, że wiele spośród realizacji powstaje z myślą o konkretnym miejscu – nie mogłyby więc być przedmiotem transakcji w konwencjonalnym obiegu sztuki. Władze miasta, oprócz tego, że przyjmują pozycję podmiotu finansującego działania artystyczne (tu istnieje wprawdzie pewien bufor w postaci innych podmiotów), mają też kluczowe kompetencje w zakresie wydawania decyzji dotyczących zgody na wykorzystanie konkretnych przestrzeni. Oczywiście modele rynkowe nie mogą być traktowane jako uniwersalna matryca dla wszelkich relacji tego typu, ale odniesienie do nich pokazuje, jak wysoce pożądanymi wartościami są przejrzystość procedur oraz szeroka społeczna partycypacja w kształtowaniu procesów decyzyjnych.

(…)

Obecność sztuki w mieście jest często traktowana jako miernik aktywności władz. Sztuka jest tylko pozornie neutralna – kiedy odpowiada formalnym wyobrażeniom decydentów, staje się istotnym narzędziem procesów, które często miewają negatywny charakter.

Weźmy jako przykład gentryfikację – proces nakierowany przede wszystkim na nieruchomości; jako jej „analog” potraktować możemy działania artystów realizowane w miejscach o skomplikowanej sytuacji społecznej, często bowiem wpisują się one w tę samą logikę. Metodą wyjścia z impasu politycznego uwikłania mogłoby być skupienie na pracy z ludźmi i unikanie tworzenia materialnych błyskotek – przyjęcie takiej postawy oddaliłoby niebezpieczeństwo mimowolnego wsparcia tendencji gentryfikacyjnych. Warto skądinąd pamiętać, że chaos panujący w polityce przestrzennej miast, skuteczny lobbing deweloperów oraz nagromadzenie konfliktów związanych ze sprawami lokatorskimi stawiają artystów ubiegających się o samorządowe granty w trudnej sytuacji, wymagającej wiele wyczucia i samoświadomości[2].

Wielu decydentów przejawia natomiast czysto kolekcjonerską pasję do posiadania obiektów artystycznych, dlatego skłonni są traktować materialne efekty projektów jako znaki własnej publicznej aktywności. Praca z ludźmi wymaga zaś znacznie więcej czasu, a często także zdecydowanie większego zaangażowania samego artysty. Doskonałym przykładem mogą być projekty realizowane od wielu lat przez Pawła Althamera, zwłaszcza upamiętnienie postaci Gumy[3]. Warto tu jednak wspomnieć także o micie aktywizmu – działa on często na niekorzyść artystów i popycha ich do współpracy na skomplikowanych warunkach, co ostatecznie odbija się negatywnie na ocenie ich dzieł.

Kwestia pozornej neutralności działań artystycznych jest chyba najbardziej drażliwym tematem dla twórców realizujących projekty w przestrzeni polskich miast. Stanisław Krastowicz radził trzeźwo artystom realizującym projekty finansowane przez samorządy: Nigdy nie ustępuj władzy, zwłaszcza kiedy płaci ci za to, co robisz[4].

 

Mikołaj Iwański – ekonomista, absolwent filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktorat na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym na temat polskiego rynku sztuki współczesnej. Współpracuje m.in. z „Magazynem Sztuki” oraz Obieg.pl.


[1] Kazimierz Piotrowski Pozytywny nihilizm Andrzeja Partuma, „Magazyn Sztuki” 1995, nr 5.

[2] Por Rafał Jakubowicz, Mikołaj Iwański, KontenerART 2010. Rewitalizacja czy gentryfikacja poznańskiego Chwaliszewa?, http://www.rozbrat.org/publicystyka/analizy/1407-kontenerart-2010-rewitalizacja-czy-gentryfikacja-poznanskiego-chwaliszewa.

[3] Chodzi o pomnik Pana Gumy, znanego wszystkim mieszkańcom warszawskiej Pragi pijaczka, wystającego codziennie pod sklepem na rogu ul. Stalowej i Czynszowej. W tym miejscu została ustawiona rzeźba Pana Gumy.

[4] Por. Stanisław Krastowicz, Artysto! Nie gentryfikuj!, dz. cyt.

Reklamy