PUBLICZNA KOLEKCJA SZTUKI MIASTA WARSZAWY

Projekt Fundacji Bęc Zmiana

07. Michał Mioduszewski // W kontakcie, wśród ludzi

Rozmowa z Michałem Mioduszewskim, lokalnym aktywistą, gospodarzem Domku herbacianego w Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie, współinicjatorem Banku Obywatelskiego

Dzielnica Targówek ma swój lokalny koloryt, charakter? Jak ci się tu mieszka?

Jest duże rozwarstwienie społeczne i postępująca izolacja. Barwne życie nocne toczy się od jednego sklepu nocnego do drugiego. Znajdziesz go zresztą na każdym rogu. Młodzi ludzie, niekorzystający z rozrywek, jakie zapewnia centrum Warszawy, spędzają czas na ulicach, ławkach, pod blokami. Starsi patrzą na to z niesmakiem, zamykają okna. Pojawiają się nowe grodzone osiedla, co jeszcze bardziej pogłębia izolację. Tak naprawdę ta dzielnica niczym się nie wyróżnia spośród innych. Ludzie są tacy jak w Centrum, tacy jak w innych częściach miasta. Niektórzy z nich jeżdżą po kulturę do Śródmieścia, ale nie wszystkich na to stać; mentalnie i finansowo.

(…)

To tu powstał Park Rzeźby – 25-hektarowa enklawa zielni, rzeźba-ogród, fragment Raju, jak chciał jego pomysłodawca, artysta Paweł Althamer, otoczona barykadą blokowisk. A w tym Parku − pośród prac artystów takich jak Monika Sosnowska czy Olafur Eliasson – jest Domek herbaciany, praca Rikrita Tiravaniji, którego już trzeci sezon jesteś gospodarzem. Na czym polega twoja rola?

Na oswajaniu Parku Rzeźby. Na oswajaniu sztuki współczesnej w przestrzeni publicznej, na mówieniu ludziom, czym ta sztuka jest, bo tak naprawdę większość nie zdaje sobie sprawy, że są to obiekty artystyczne. Ludzie mówią: to jest budka, to jest blaszak, sześcian. Niewielu użyłoby określenia rzeźba lub instalacja. Pomimo tego reakcje na samą bryłę Domku są naprawdę fantastyczne.

(…)

Dzięki twojemu zaangażowaniu to nie jest już tylko statyczna rzeźba, instalacja przeznaczona do kontemplowania, ale miejsc spotkań, konfrontacji, rozmów, wspólnego spędzania czasu… Bardzo podoba mi się wymiana: ciastko za rysunek.

W ten sposób powstało 2,5 tysiąca prac, licząc po ryzach papieru, które zużyliśmy. Są tutaj w Domku wszystkie. Czekały na ostatni weekend tego sezonu, czyli pierwszy weekend września, żeby je wywiesić na sznurkach niczym pranie między konarami. Głównie dzieci rysują, ale super jest to, że coraz częściej zaczynają przejawiać taką chęć i dorośli. I wtedy się okazuje, że człowiek mający trzydzieści parę, czterdzieści lat rysuje jak jego siedmioletnie dziecko, co też jest przykre, bo pokazuje braki w edukacji plastycznej. Jest obawa, jest wstyd. Pojawia się wymówka: To ja wolę zapłacić. Zdarzają się różne kwoty za to ciastko czy kawę, bo nie prowadzimy cennika. Jego brak często wprawia w zakłopotanie naszych gości, ale doceniają ideę. Niektórzy dają złotówkę, inni dychę, a niektórzy nawet dwadzieścia złotych za średniej jakości kawę. Co jest dla mnie ważne? Chciałem dać ludziom możliwość podjęcia samodzielnej decyzji, dla wielu to bardzo trudne, dać możliwość zatrzymania się na chwilę. Odzyskałem wiarę w ludzi i w ten kraj. Nie sądziłem, że takie rzeczy są możliwe – wypowiedź tego człowieka zwaliła mnie z nóg. Nie wiedziałem, jak zareagować – zwłaszcza że padła w takim momencie, kiedy sobie myślałem, że rzucam wszystko, bo nie ma sensu, żebym siedział tu za darmo. Powiedziałem tylko dziękuję. Nie było ani jednego oburzonego głosu na to nasze miejsce spotkań.

(…)

Czy z sąsiadami z bloku ucinasz sobie pogawędki na temat tego, co się wokół Domku dzieje: wydarzeń, akcji, starań przez ciebie podejmowanych? Dostajesz od nich jakiekolwiek informacje zwrotne? Czy ta miniaturowa herbaciarnia, która przemieniała się już w camera obscura, wychodek i galerię sztuki, prowokuje interakcje pomiędzy mieszkańcami?

W tym sezonie Justyna Ambroziak, bibliotekarka zresztą, zaproponowała dyskusyjny klub książki. Czegoś takiego brakowało. Teraz klub przeniósł się do naszej osiedlowej biblioteki. To Janek Mencwel zaproponował przekształcenie rzeźby Tiravaniji w camera obscura, no i robiliśmy Domkiem zdjęcia. Janek wymyślił również Skarb Targówka. Najpierw zbiliśmy z sosnowych desek skrzynię, taką z zamykanym wiekiem. I przez cały sierpień gromadziliśmy przedmioty, które przynosili do nas mieszkańcy. Pojawiło się żelazko, wielki zegar na ścianę, wyciskarka do czosnku, zestaw map i opisów Targówka. Zadanie polegało na tym, aby przynieść rzecz według siebie cenną i opracować do niej graficzną wskazówkę, coś w rodzaju legendy, po to żeby ten, kto odkopie skrzynię, powiedzmy, za pięćdziesiąt lat, mógł się zorientować, co to wszystko jest i z jakiego powodu zostało zakopane przez okolicznych mieszkańców. Któregoś dnia przyszedł taki duży facet w skórze, ze swoją córeczką, karki się o nich mówi, i pyta, co robimy. Janek opowiedział mu o pomyśle, a on na to: Wow, ale fajnie. Kasiu, chcesz coś wrzucić do skrzyni?. Tatusiu, zrobię rysunek. Napisała na nim Nie fszystko się świeci co złoto. To ja wrzucę mojego rolexa – powiedział ojciec. Janek pyta: Pan uważa, że to dobra decyzja?. Nie wszystko złoto, co się świeci! – słyszę. No i faktycznie, to nie był oryginalny rolex, ale błyszczał jak zrobiony ze złota. Potem zakopaliśmy skrzynię tu, na terenie Parku Rzeźby, chociaż nie mieliśmy oficjalnego pozwolenia, bo nikt nam go nie chciał wydać. To było niesamowite doświadczenie zbliżające ludzi.

Rozmawiała: Emilia Nędzi

Michał Mioduszewski – uczeń i współpracownik Pawła Althamera. Twórca wielu projektów animacyjnych dla mieszkańców Targówka, m.in. warsztatów artystycznych Autoportret Targówka oraz Kino klatka – cyklu pokazów filmowych organizowanych na klatce schodowej bloku przy ul. Krasnobrodzkiej 13.