PUBLICZNA KOLEKCJA SZTUKI MIASTA WARSZAWY

Projekt Fundacji Bęc Zmiana

01. Marcin Jasiński // W poszukiwaniu kolekcji m.st. Warszawy

Rozmowa z Marcinem Jasińskim, naczelnikiem Wydziału Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi w Biurze Kultury m.st. Warszawy

Czy powstały już kiedyś plany stworzenia kolekcji sztuki m.st. Warszawy?

Miasto stołeczne Warszawa posiada tzw. muzealia artystyczne, taki termin widnieje w tytule urzędowego rejestru. Wpisy w książce inwentarzowej Biura Kultury wskazują, że jest ono właścicielem kilkudziesięciu dzieł sztuki od roku 2001, ale ich gromadzenie rozpoczęło się wcześniej, gdy jeszcze istniała, zlikwidowana w 2002 roku, Gmina Centrum. Wszystkie obiekty znajdują się obecnie w depozycie Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski i Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W dyspozycji miasta, a właściwie różnych miejskich jednostek administrujących terenami i obiektami publicznymi, a także spółek miejskich, są również artefakty znajdujące się w przestrzeni publicznej, zarówno te o charakterze zabytkowym, jak i dzieła bardziej współczesne. Zastanawiam się jednak, czy powinniśmy używać słowa kolekcja wskazującego na to, że proces gromadzenia dzieł sztuki miał charakter intencjonalny, przemyślany. Zbiór sztuki miejskiej, o którym mówimy, jest częściowo dziełem przypadku. Zastanawiam się też, czy nie popełniamy błędu, wyłączając z tego zbioru obiekty, których miasto, bądź miejskie jednostki, nie jest właścicielem, ale które są publicznie dostępne w przestrzeniach otwartych. Kolekcja, zgodnie z tradycyjną definicją, pozostaje przecież w rękach jednego właściciela.

(…)

Co mieszkańcy miasta Warszawy mogą dziś zrobić ze swoją kolekcją? Czy mogą tworzyć dokumentacje fotograficzne dzieł, kreując tym samym prywatne bazy wiedzy?

Wszystkie dzieła sztuki zgromadzone w publicznych instytucjach są własnością społeczną. Mieszkańcy Warszawy są więc współwłaścicielami wszystkich muzealiów, a nie tylko tzw. kolekcji miejskiej – przyjmując, że faktycznie możemy już na tym etapie o niej mówić. Ustawa o muzeach jasno określa, kto i w jaki sposób w imieniu mieszkańców taką kolekcją administruje, charakteryzuje też sposób udostępniania i korzystania ze zbiorów. O tym, czy można z aparatem fotograficznym wejść do konkretnej instytucji i na jakich zasadach, decydują same instytucje. Ustawowy zapis o udostępnianiu zbiorów do celów edukacyjnych i naukowych można rozumieć bardzo różnie. Dlatego bardzo się cieszę, że Fundacja Bęc Zmiana podjęła się skatalogowania projektów zrealizowanych przy wsparciu miasta oraz, jak rozumiem, obiektów z tzw. kolekcji miejskiej. Na pewno jest to ważny krok dla otwarcia obiegu dzieł sztuki.

Sztuka zgromadzona w publicznych instytucjach jest własnością społeczną, ale chyba jedynie w wymiarze symbolicznym. Trudno nazwać czyjąś własnością coś, czego ten ktoś nigdy nie widział albo nie wie, że ma do tego prawo. Czy uważa pan, że za taki stan rzeczy odpowiadają prawne regulacje czy raczej pewnego rodzaju „polityka wiedzy” towarzysząca zagadnieniom sztuki w Polsce?

Oczywiście, że mówimy o wymiarze symbolicznym. Zbyt duża część społeczeństwa nie jest przygotowana do odbioru sztuki, czego dowodzą m.in. zeszłoroczne badania życia kulturalnego warszawiaków zlecone przez Stołeczną Estradę. Nie wierzę, że obudzeni mieszkańcy miasta zaczną nagle, masowo egzekwować swoje prawo do dóbr kultury, które są własnością publiczną. Inna sprawa, że nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jak miałoby to wyglądać. Świadomość „posiadania” jest oczywiście ważna, ale tak jak w przypadku innych dziedzin kultury kluczowa wydaje się tu kompleksowa edukacja kulturalna – w szkole, w pracy, w domu, w mediach itp.

(…)

Od kilku lat Biuro Kultury wspiera dotacjami projekty „dedykowane” przestrzeni publicznej, a realizowane przez organizacje pozarządowe. Jak to się stało, że potencjał sztuki publicznej został wzmocniony konkretnymi decyzjami urzędniczymi? Dlaczego postanowiliście skupić się na sztuce w przestrzeni publicznej?

Zacząłem pracę w Biurze Kultury w 2009 roku. W tamtym czasie miasto nie było organizatorem żadnej instytucji sztuki, okazjonalne wspierało sztukę w przestrzeni publicznej. Śledząc działalność public art commisisons w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie i tamtejsze public art programs, marzyliśmy i nadal marzymy o przeszczepieniu takich rozwiązań na nasz grunt, przy pełnej świadomości różnic w systemach funkcjonowania sztuki i finansowania działalności kulturalnej w Polsce i Ameryce Północnej. Oczywiście, egalitarność i prospołeczny charakter dużej części projektów, jakie zaczęły do nas spływać w wyniku profilowanego konkursu, jest także tym, czego oczekiwaliśmy.

 (…)

W roku 2011 Biuro Kultury Warszawy we współpracy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej opracowało projekt stworzenia kolekcji sztuki publicznej o nazwie Nowe Miejsce. Na razie zrealizowano jedną, ale bardzo efektowną pracę w ramach tego projektu – dzieło Ryana Gandera Really Shiny Things That Don’t Mean Anything – która stanęła pod Pałacem Kultury i Nauki.

Chodziło nam o to, by pilotażowo sprawdzić możliwości stworzenia publicznej galerii sztuki m.st. Warszawy w sposób planowy i systemowy. Byliśmy przekonani, że przede wszystkim potrzebujemy doświadczonego i kompetentnego kuratora, aby tworzyć dzieła sztuki odpowiedniej jakości i zapraszać poważnych oraz uznanych twórców. Postanowiliśmy, że to Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie autorem programu publicznej galerii sztuki Warszawy. To instytucja, która realizuje bardzo wyrazistą koncepcję sztuki publicznej. Miasto w tym projekcie miało zająć się sfinansowaniem lub współfinansowaniem nowych realizacji, które MSN miał „wyprodukować”, umieścić w przestrzeni publicznej i w przyszłości opiekować się nimi, konserwować itp. Muzeum odpowiedziało pozytywnie na naszą koncepcję, a nawet ją ulepszyło i skonkretyzowało, proponując projekt podobny do londyńskiego Fourth Plinth[1]. Efektem naszych rozmów była pierwsza edycja Nowego Miejsca, wersja pilotażowa, próbna, ale moim zdaniem bardzo udana. Wybór miejsca, czyli trybuna na pl. Defilad, nie był przypadkowy. To symboliczna i reprezentatywna przestrzeń, z którą z różnych powodów warto było się zmierzyć. Był to projekt jednoroczny, MSN ogłosił zamknięty konkurs, zapraszając doń kilku wybranych, topowych artystów zagranicznych, którzy zajmują się działaniami w przestrzeni publicznej. Jury pod przewodnictwem Mirosława Bałki wybrało projekt Ryana Gandera. Miasto oczywiście sfinansowało tę realizację i wydaje się, że była ona dużym sukcesem jak na działanie pilotażowe, w dodatku dość szybko zmontowane. Nie chcieliśmy czekać z realizacją zbyt długo ze względu na miejsce realizacji, które w kolejnym roku miało stać się areną Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Reakcje osób, które odwiedzały trybunę, były niesamowite, sam widziałem pary umawiające się pod nią na randki, zagranicznych turystów robiących sobie z nią zdjęcia.

(…)

Rozmawiała: Ewelina Bartosik

Marcin Jasiński – urzędnik m.st. Warszawy. Miłośnik sztuki w przestrzeni publicznej.


[1] Fourth Plinth – program regularnych interwencji artystycznych w północnej części Londynu. Od 1998 roku na szczycie pustego cokołu, zaprojektowanego przez Sir Charlesa Barry’ego pod koniec XIX wieku, co roku umieszczana jest rzeźba współczesnego artysty. Kolejne realizacje wybiera komisja złożona z przedstawicieli rożnych środowisk twórczych Londynu.